|
WIADOMOŚCIEpidemia depresji wśród młodych [2007.01.29]
"Gazeta Wyborcza” rozpoczęła bardzo interesujący cykl wypowiedzi na temat depresji u młodzieży. Okazuje się, że jest to zjawisko występujące niebezpiecznie często. Co więcej przejawia się symptomami, które wielu z nas odbiera jako lenistwo lub zwykłe fanaberie. Niestety również poprzez próby samobójcze.
- Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, że paraliż woli, który dotyka ich dzieci, nie jest objawem lenistwa, ale depresji - tłumaczy specjalista od depresji u dzieci oraz młodzieży prof. Bomba z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - To zwykle długie miesiące samotnej męczarni dorastającego młodego człowieka, wieczne rodzinne nieporozumienia. Coraz częściej depresja dopada nastolatków, które "nie nadążają". Widząc, a może słysząc o pięknych i bogatych, boją się, że sami skazani są na życie szare, biedne, bez perspektyw. Prof. Bomba zaznacza, że kryzys ten jest wpisany w okres dojrzewania. - Jeżeli jednak w tym czasie nie udzielimy nastolatkom pomocy, to jest duże prawdopodobieństwo, że życie im się nie ułoży.
Podobnie twierdzi specjalistka z Akademii Medycznej w Gdańsku prof. dr hab. med. Hanną Jaklewicz. Jej zdaniem nie ma co liczyć na to, że małe dziecko powie: „Mamo, smutno mi, cierpię, pomóż”. U kilkulatków nie występuje deklaracja smutku, tylko objawy fizyczne: bóle, nudności, kołatanie serca, zaparcia lub biegunki. Dziecko może się moczyć, mieć problemy z zasypianiem. Może pojawić się zmiana w zachowaniu: z pogodnego dziecka zamienia się w człowieczka targanego skrajnymi emocjami. Nagle przestajemy poznawać swoją córkę czy syna, który może stać się nieśmiały i bojaźliwy lub przeciwnie - wzburzony i drażliwy. Bardzo charakterystyczną cechą depresji dziecięcej jest złość. Pojawiają się zachowania autodestrukcyjne, np. uderzanie o coś głową.
Żyjemy w świecie, który dla ludzi sprzed kilkudziesięciu lat wydawałby się co najmniej dziwny. Co więcej nasza mentalność jest też taka trochę „sprzedkilkudziesięcioletnia” związku z czym postawy i zachowania dzisiejszych dzieci i młodzieży odbieramy trochę jako przewrażliwienie. Tymczasem jest to zwykła choroba. Choroba, która trzeba i można leczyć. Miedzy innymi próbując rozmawiać ze swoimi dziećmi. Wysłuchanie. Bezpośredniego kontaktu. Poświęcenie czasu…
|
|