|
WIADOMOŚCIWojny dzieci [2007.03.01]
Każda londyńska dzielnica ma swój gang. Od kilkunastu dni londyńczycy są wstrząśnięci kolejną brutalną śmiercią chłopca, który został zasztyletowany we własnym domu i zmarł na rękach siostry. Prasa nie wspomniała jednak, że matka i siostra chłopaka w ramach sygnału ostrzegawczego dwa tygodnie wcześniej zostały dotkliwie pobite przez członków konkurencyjnego gangu. Nie była to śmierć niewinnego przechodnia, ale młodego człowieka (będącego pod nadzorem elektronicznego kuratora, czyli urządzenia, które musiał nosić na nadgarstku), który związał swoje życie z gangiem, jednak na tyle słabym, że ten nie zdołał go uchronić przed rywalami z ulicy.
Młodzi londyńczycy należą do gangów według kodu pocztowego, czyli strefy wpływów obejmujących nie dzielnice, ale mniejsze jednostki geograficzne, do których przydzielone są kody. Rekrutacja jest prosta: albo w oparciu o miejsce urodzenia i zamieszkania (dzieci znają się od urodzenia i automatycznie należą do gangów powstałych w ich miejscu stałego pobytu) albo, coraz częściej, wirtualna (przez YouTube, jak odkryła ostatnio policja londyńska). Ta ostatnia to rekrutacja zadaniowa: nowi członkowie muszą się okazać przydatni, szybcy i bezwzględni.
Stereotypem jest stwierdzenie, że dzieci, które angażują się w gangi, pochodzą z dysfunkcyjnych rodzin. Praktycznie każde dziecko, które ma obniżone poczucie własnej wartości, a przynależność do gangu podnosi samoocenę, może chcieć przystąpić do gangu. Oczywiście, musi wystąpić kilka czynników na raz, ale najczęściej kluczowym problemem jest nieumiejętność przeciwstawienia się większości, co wynika z małej wiary we własne siły. Bardzo istotny jest też wpływ rówieśników. Z lęku i fałszywego poczucia solidarności, a także w poczuciu nowo zdobytej władzy, nastolatki zaczynają świetnie funkcjonować w środowisku innych młodych bandytów. Jeśli jednemu z nich coś się stanie, mogą liczyć na wsparcie ze strony współgangowiczów, a wsparcia tego często nie mają w domach. Większość młodocianych członków gangu pochodzi z domów, w których rodzice są niekonsekwentni, nie ustalają żadnych reguł gry. Raz są bardzo surowi, a potem nagle pobłażają w tej samej sprawie i wszystkie konflikty rozwiązują krzykiem lub agresją. Czyli, de facto, ich nie rozwiązują.
|
|